piątek, 26 sierpnia 2016

Rozdział 1:Przedstawcie się

           Otwieram oczy
                  Nic nie widzę.
                      Ale idę dalej.
                                                 Aby sięgnąć po marzenia
-Hej.-stoję oparta o moją szafkę szkolną, gdy raptem słyszę czyiś nieśmiały głos. To tak jakbym go już kiedyś słyszała....dziwne. Podnoszę głowę w górę i widzę JĄ. Co ona tu robi?
-Francesca!-krzyczę i mocną ją ściskam. Nie widziałyśmy się 5 lat odkąd wyjechała do Włoch. Jak? Jak to możliwe,że tutaj jest? Nigdy mi nie mówiła,że lubi tańczyć,czy śpiewać albo robić remixy piosenek. -Co ty tutaj robisz?!
-Jakiś czas temu odkryłam,że umiem śpiewać.- w tym  momencie  się głośno zaśmiała. -No i przyleciałam. Usłyszałam gdzieś o tej szkole. A ty? Co u ciebie? -uśmiechnęła się szeroko. Jak zwykle była w świetnym nastroju. Kiedyś jak patrzyłam na jej uśmiech,sama się uśmiechałam.
-Jakoś się żyło.-odpowiedziałam.-Nadal nie mogę uwierzyć,że tu jesteś!

-Przedstawcie się.-zaczęła ruda nauczycielka. Siedziała na podłodze tak jak my. Ogółem ona chyba jako jedyna jest najmilszą nauczycielką w tej szkole. Mamy wprowadzajace lekcje do tematu.
-Camila Torres.-dziewczynao tym samym kolorze włosów co nauczycielka,wstała i szeroko,szeroko się uśmiechnęła ukazując rząd zębów. -Uwielbiam śpiewać,tańczyć i w ogóle kocham muzykę.
-Natalia Vidal.-tym razem wstała czarnowłosa dziewczyna  mocno kręconych włosach.  Widać było,że jest dosyć nieśmiała,bo zaczęła się jąkać. -Lubię to co Camila.
Niektórzy się cicho zaśmiali,a ona speszona schowała głowę za plecami swojej przyjaciółki.
-Leon Verdas.-po chwili wstał szatyn. Uśmiechnął się i popatrzył na jakąś blondynkę,która tonęła w rumieńcach.-uwielbiam grać na gitarze,tańczyć i przede wszystkim śpiewać. Kocham muzykę.
-Francesca Cauviglia.-przyjaciółka spojrzała na mnie.-Tańczę,śpiewam,gram na gitarze i uczę się na fortepianie. To tyle.
Wzięłam wdech i wstałam.
-Violetta Castillo. -uśmiechnęłam sie niepewnie w stronę włoszki. -Gram na fortepianie,śpiewam,tańczę.
W tym momencie do środka wpadła blondynka.
-Przepraszam za spóźnienie. -usiadła obok bodajże Leona i przytuliła się do niego. Ubrana była w białą koronkową bluzkę,długi czarny sweter i lekko przytarte jeansy.
-Przedstaw się.-powiedziała ruda nauczycielka. Dziewczyna wstała i uśmiechnęła się sprytnie.
-Nazywam sie Ludmiła Amanda Ferro. Gram na gitarze,fortepianie,pianinie,bębnach,skrzypcach,tańczę i śpiewam.-dumnie usiadła,a Leon uśmiechnął się szeroko w jej stronę.Parsknęłam i spojrzałam na Fran.Ona się tylko do mnie uśmiechnęła.




~~~~~~~~~~~~~~~`
EEEEEEEE
Przeczytałam dawniejszy rozdział 1 i to nie było to
Namieszałam
A więc...macie już ten ten rozdział 1 :D
Emily ♥




środa, 24 sierpnia 2016

Prolog

 Ostatni raz poprawiłam swoje granatowe okulary przeciwsłoneczne i weszłam do ogromnego budynku. Do moich oczu rzuciły się kolorowe ściany,czarne drzwi z niebieskimi paskami i ogromne okna. Na parapetach siedzieli,niektórzy  uczniowie. Jedni się śmiali,drudzy płakali. Stali przy szafkach z różnymi książkami i rozmawiali z kimś. Westchnęłam i powolnym ruchem zapukałam do drzwi gabinetu dyrektora. Po kilku sekundach pociągnęłam mocno klamkę. Nic. Jeszcze raz. Nic. Kurcze,zamknięte. Jak ja teraz dostanę plan? Usiadłam przy gabinecie i skuliłam kolana pod samą brodę,obserwując uczniów. To takie ciekawe. Jedni chodzą w czarnych ubraniach,drudzy w kolorowych. Tak bardzo się różnią,ale jednak jedna rzecz ich łączy-muzyka. Po to właśnie tu jestem. Żeby spełnić swoje marzenie,o wielkiej karierze.




Małe wyjaśnienia.

                                          tak,wiem. Super gif xddd
Eheeeeeeeeeeeem.
Nie mam weny kompletnie na to opowiadanie
I mam pomysł na nowe.
Od ponad miesiąca nie wrzóciłam nowego rozdziału tutaj.
Komentarzy jest coraz mniej.
Może napiszecie czy kontynuować to opowiadanie. (jak tak to będą beznadziejne rozdziały)
czy nowe opowiadanie.
Piszcie.
Cześć.
Emily ♥



poniedziałek, 25 lipca 2016

Wattpad

Hej! Jak niektórzy wiedzą mam konto na wattpadzie i kilka histori na nim,ale niedawno (wczoraj) zrobiłam nową książkę o Leonettcie (moją pierwszą na wattpadzie,jeżeli chodzi o Leonettę) i chciałabym was powiadomić o tym :) Czeesć!
Emily ♥

poniedziałek, 18 lipca 2016

Rozdział 4:Matką zmarłego męża

 -Czyli jest pani matką mojego zmarłego męża.-szepczę. Moje dłonie zaczynają się pocić. Czuję się jakby krew nie dopływała mi do mózgu,a ja umieram z ciekawości o tym,gdzie w tym momencie jest mój mąż. Czy naprawdę nie żyje,czy się ukrywa.
-Kiedy ostatnio pani się z nim kontaktowała? -pytam raptem,ale widzę,że kobieta robi się czerwona. Tak jakby coś się w niej gotowało. Zdenrwowała się.
-Mój drugi syn nie żyje?! Nie rozumiem już nic! Mogłam dać mu inne imię,ale mój mąż tak zadecydował! -zaczęły krzyczeć. Pierwszy raz słyszałam jak stara babcia krzycze. I to tak głośno. Jestem pod wrażeniem,że ją jeszcze gardło nie boli. -Proszę cię,abyś wyszła!
Poczułam jak jej dłoń popycha mnie w stronę drzwi. Po chwilę jestem już na podwórku.

                                                    ROZDZIAŁ 4

-Ludmiła! Ty nic nie rozumiesz! Musimy się do niej włamać! -krzyczałam na cały dom. Krew w moich żyłach strasznie pulsowała. Byłam tak podekscytowana. Znowu wróci stara Violetta. Ta niebezpieczna,pełna wyzwań.
-Czemu nie mozemy normlanie wejść?-pyta i marszczy brwi. Rozkłada się wygodniej na moim puchowym fotelu w kolorze mięty.Patrzę na jej dwa warkocze splecione z jej pięknych blond włosów. Umówiła się dziś na kolację z rodzicami,ale gdy do niej zadzwoniłam i wszystko opowiedziałam,odwołała ją.
-Nie wpuści nas!-odpowiadam znowu krzycząc. Za dużo emocji,jak na jeden dzień.
-Okay. Zgadzam się,ale to tylko dlatego,że jesteś moją przyjaciółką.-mówi spokojnie,a ja uśmiecham się szeroko i mocno ją ściskam,przytulając ją.

Czemu akurat postanowiłam włamać się do tego domu? Czuję,że ta kobieta ma wiele tajemnic. A ja chcę się dowiedzieć co stało się z moim zmarłym mężem. Czekaj,czekaj. Może i żyjącym mężem.
-Co to?-szepczę,gdy widzę ogromną skrzynię. Jest cała zakurzona i w brązowym kolorze. Otwieram ją powoli. Ściskam mocno zęby,gdy słyszę pisk otwierającego się przedmiotu. Patrzę w jej głąb. Dostrzegam tam różne dokumenty. Niektóre są lekko przypalone,pogniecione albo nawet poszarpane na różne kawałeczki i sklejone taśmą. Biorę jeden z nich do ręki.

Leon Verdas. Data ur. 14 marca 1993 r. 21:38
Leon Verdas. Data ur. 14 marca 1993 r. 21:40

Gdy tylko widzę ten ogromny napis zamieram. Odkładam ją do skrzyni i ponownie zamykam. Moje nogi całe się rzęsą i ledwo co siedzę na podłodze. Chowam twarz w dłoniach i głęboko oddycham. Co to kurde jest? Dwóch Leonów?
-Ludmiła.-mówię raptem. Po moim poliku spływają łzy. Blondynka przybiega do mnie. W ręce trzyma jakiś kluczyk. Gdy tylko widzi mnie całą roztrzęsioną przytula mnie mocno. Głaszczę mnie swoimi szorstkimi dłońmi. Dzisiaj zapomniała nałożyć swój ulubiony krem do rąk i są strasznie suche. (Tak podejrzewam) Gdy dziewczyna kończy mnie przytulać pokazuje mi kluczyk. A raczej dwa.
-Znalazłam je. Leżały na kanapie. Zobacz tylko to.
Do jednego z kluczyków przyczepiona była karteczka:

KLUCZ DO STRYCHU.

-Idziemy?-pyta mnie Ludmiła,na co ja potakuję głową. Wstaję i biorę głęboki wdech. Chwytam jej rękę i obie kierujemy się na strych.

Wchodzimy do wielkiego miejsca. Tam widzę różne plakaty z oper,teatrów. Dowiedziałyśmy się z Ludmiłą,że matka Leona śpiewała w operze,a ojciec grał w teatrze.
-Zobacz.-mówi Ludmiła i wskazuje ogromne zdjęcie powieszone na ścianie. Jest tam  dwójka niemowląt. Identycznych niemowląt. Czyli w takim razie Leon ma brata bliźniaka? I wtedy usłyszałyśmy czyjeś chrząkanie. Spojrzałyśmy na siebie spanikowane. Ludmiła pociągnęła mnie do jakiejś szafy. Przez malutką szparkę widziałam chodzącą po pomieszczeniu kobietę. Raptem zagrała jakaś muzyczka. Staruszka podeszła do swojego telefonu i parsknęła.
-Leon-czyta i naciska zieloną słuchawkę.

-Cześć. Tak mam wszystko. Już jutro? Możemy przełożyć te spotkanie? Kawiarnia przy Weel Strout. Pasuje? Na za tydzień.O 12. Dobrze,cześć. 

Wkłada telefon do kieszeni swojego szarego,długiego swetra i wychodzi. Gdy tylko słyszymy trzaskanie drzwi wychodiz z pędem z szafy i oddychamy głęboko patrząc na siebie.
-Już wiem co będę robić za tydzień. I ty mi w tym pomożesz,Ludmiła.

                                            TYDZIEŃ PÓŹNIEJ:
Siedzę obok Ludmiły na różowej sofie. Obie rozłożyłyśmy nad sobą gazety i kątem oka spoglądam czy te dwie osoby nie weszły do środka przytulnej kawiarenki. Zamówiłam z Ludmiłą kawę i już po dwóch minutach dotarła na nasz stół. I wten słyszę stukanie czyiś obcasów. Wchodzi staruszka. Zasiada na jednym ze stolików obok faceta,ktry także wykorzystał naszą metodę-zasłonił swoją twarz gazetą.
-To ty,Leon?-odzywa się. Tajemnicza osoba odsłania twraz gazetą. Gdy tylko go widzę. Cała zaczynam się trzęść. Krew pulsuje mi mocno i głowa zaczyna boleć. CIary na moim ciele nie mogą zniknąć. Właśnie go widzę. Leona. Mojego męża.

~~~~~~~~`
Ołł yeah!
Mogłam dodać wcześniej,ale byłam trochę zajeta i wgl. Troche zawiedziona jestem. Pod poprzednimm rozdziałem było tylko 5 kom. Dlatego dzisiaj
9 KOMENTARZY=NEXT
POWODZENIA!
Uwielbiam te szantaże!
Emily ♥


piątek, 8 lipca 2016

Rozdział 3:Chyba zwariowałaś

-Co?-szepczę sama do siebie. Ludmiła wyłącza telefon i mocno mnie ściska. Czy to oznacza,że mój MĄŻ żyje? Czy to znaczy,że mogę go znaleźć. Czy to znaczy,że to on...to on wtedy szedł? Ale widziałam jego śmierć byłam na pogrzebie. Nic nie rozumiem. A może to sen? Szczypię się mocno po czym syczę z bólu. Bolało. Jeszcze raz. Muszę się obudzić. Może ktoś mnie poleje zimną wodą? Wstanę z łóżka i pójdę zaparzyć moją ukochaną herbatę. To przeciez musi być sen. Takie rzeczy nie zdarzają się w realnym świecie. Wierze w to. Całym moim ciałym i sercem,że to sen,a Leon jest szczęśliwy tam na górze.Że patrzy na  mnie w tej chwili i sam śmieje się do siebie z mojego głupiego snu. No,bo to jest sen. Wierzę w to. Ponownie się szczypię. Nic.
-Przestań.-mówi blondynka. Patrzy na mnie zaszklone oczy i głaszcze ręką moje włosy. Nadal nie mogę w to uwierzyć.
-Jego koledzy mają dostęp do jego konta i tyle. mówię otwracie i wydostaję sie z ramion przyjaciółki. Wzdycha i bierze telefon do ręki,który przed chwilą odłożyła i wychodzi. Przy drzwiach rzuca tylko:
-Rosedge 21 mieszkania 6.


Marszczę brwi. O co chodziło Ludmile? Kojarze ten adres. To takie dziwne. Takie jakby deja vu. Biorę mój beżowy płaszcz i wychodzę z domu. Uśmiecham się do Petera. To sklepikarz w moim ulubionym warzywniaku. Przyspieszam kroku. Tutaj. Klikam podrapaną 6 i słyszę pisk.
-Kto tam?-ten głos. Znam ten głos. Czy to kolejne deja vu? Ja już to kiedyś słyszałam.-Halo?Ktoś tam jest? Proszę się odezwać!
Przełykam głośno ślinę i odzywam się.
-Z tej strony Violetta Castillo. Mogłaby mnie pani wpuścić? To ważne.


Przełykam gorącą ciecz i odstawiam an szklany stolik.
-Moja przyjaciółka podała mi ten adres. Czy mogłaby mi pani się przedstawić? Wiem,to głupie,ale prawdopodobnie mój zmarły mąż żyje. I coś czuje,że jest mi pani w tym potrzebna.
Zamiast gromkich oklasków słyszę nieznośny śmiech. Kobieta,a raczej staruszka odstawia udekorowaną oraz pozłacaną filiżankę na stolik.
-Ile ty masz lat dziecko? Przychodzisz do nieznanej ci osoby i prosisz ją o przysługę? Chyba zwariowałaś. Na świecie nie jest nic za darmo.
Siada obok mnie i włącza mały telewizor. Widać na nim różne,kolorowe szlaczki. Patrzę w ekran.

Witamy w dzisiejszych wiadomościach!

Siwa staruszka parska śmiechem i wyłącza malutki telewizorek. Ja wzdycham.
-No,bo ja tak jakby źle się pani przedstawiłam.-biorę ostatniego łyka herbaty.-Bo ja tak bardziej to nazywam się Violetta Verdas.
Zaciskam zęby,gdy widzę,gdy filiżanka wylatuje z rąk staruszki.
-Ale mój syn nie jest żonaty.

~~~~~~~~~~~~~~~`
Na wstępie:
DŁUGO MNIE NIE BYŁO BLABLABLA
WAKACJE!
HELOŁ!
Kolonie! Heloł! 
No wlaśnie!
Tyle
Emily ♥

wtorek, 21 czerwca 2016

Rozdział 2:Zaktualizował

 -Widziałam go,przysięgam!-krzyczę w stronę blondynki. Ona wzdycha i bierze moja dłoń. Śmieje się cicho pod nosem i kręci głową.
-Masz zwidy,Violka. Co cię tak raptem wzieło na tego Leona? Jeszcze wczoraj byłaś normalna,a teraz? Jakoś dziwnie się zachowujesz. nie podoba mi się to.
Na twarzy Ludmiły pojawia się ogromny grymas. Jak blondynce coś nie pasuje,mówi o tym szczerze. Ona taka już jest i nic tego nie zmieni.
-Trudno mi z tym! Musisz to zrozumieć!-piszczę. Chowam twarz w burzy,rozchłystanych włosów. Jęczę. Mam dosyć. Mam dosyć tego,że nigdy już się do niego nie przytule.A  może uciekł? Nie,przecież umarł. Był pogrzeb. On nie żyje,a Ludmiła ma racje. Mam zwidy i nic tego nie zmieni.
-Muszę już lecieć. Federico pewnie już na mnie czeka. -mówi w moją stronę i odchodzi. W pewnym momencie zatrzymuje się i podbiega. -A może chcesz zjeść z nami?

-Nie gadaj bzdur,Fede. -mówię w stronę włocha.Patrzę zniesmaczona na przypalone mięso. Federico chciał zrobić dzisiaj niespodziankę dla Ludmiły i wyskoczyć z kolacją,ale jak zwykle nie wyszło mu i o mało,że nie spalił domu. Ale ważne,że się starał.
-Jestem tobą zawiedziona.-komentuje blondynka nabijając widelec w czarne mięso. Marszczy brwi i podcodzi do kosza. Już po chwili chodzi przy każdym z nas,aby wyrzucił to.
-Przepraszam.-szepcze smutny włoch,a ja się uśmiech. Pocieram ręką o jego plecy. Ludmiła robi to samo. Przyznaję-jest na niego zła,ale chłopak się starał,więc...nie powinna być wściekła na niego.
-To może ty skoczysz do Leona,a my z Lu posiedzimy tu?-rzucam raptem. Czuję wzroki dwójki na sobie. Dopiero po chwili ogarniam,co przed chwilą powiedziałam.
-Przepraszam,ale chyba już pójdę.-mówię i wychodzę. Słyszę tylko krzyki mojej przyjaciółki,abym została.

Ci ludzie to zrobili. Ta banda złoczyńców. To oni zaczęli tą wojnę. On zabił tylko 173 ludzi z ich ekipy.Nas była dwójka. Szczerze-zabiłam 39 ludzi i jak mi się z tym żyje? Mam zamiar rozstrzelać głowę całego przewodniczącego. To oni planowali śmierć mojego męża. Udało im się. Ale nadal tęsknie za tą akcją,za tym wszystkim...potrzebuję tego. Czuję się samotna. Jak chodzę spać. Tak jakby teraz o tym sobie przypomniałam. Teraz,przez ostatnie cztery lata spokojnie żyłam z myślą,że już nigdy sobie o nim nie przypomnę,że już nigdy mi się nie przyśni,że już nigdy o nim nie wspomnę,a tu proszę. Niespodzianka ze strony moje serca.
  Słyszę raptem piosenkę wydobywającą się z mojego telefonu. Podchodzę do miejsca,w którym leży i naciskam zieloną słuchawkę. Słyszę,że to Ludmiła.
-Violetta! Zaraz będę!

Marszczę dziwnie brwi. Już dwadzieścia minut temu blondynka do mnie dzwoniłą i jeszcze nie przyszła. Martwić sie? Nie,pewnie Federico coś zrobił. Nie mija sekunda,a do drzwi mojego domu ktoś dzwoni. Podchodzę i otwieram. Za nimi widzę całą zmartwioną Ludmiłe,ledwo nabierającej powietrza. Wchodzi i staje.
-Znalazłam coś.-zaczyna,a ja dziwnie marszcze brwi. Ona włącza swój telefon. Na ekranie widzę profil Leona Verdasa. W gardle robi mi się momentalnie sucho i spodziewam się smaych złych wiadomości. Ludmiła przewija palcem w dół. Tam pokazuje się napis:

Leon Verdas zaktualizował swoje nowe zdjęcie profilowe.

Może to sprzed kilku lat? Natomiast blondynka dalej zjeżdża palcem w dół. Wtedy robi mi się słabo i ledwo nabieram oddechu.

Data zaktualizowania:wczoraj,21:37

~~~~~~~~~~~~~~~~~~
EEEEEEE
Beznadzieja?
Dodaje dzisiaj kolejny rozdział,zeby jakby coś nadrobić zaległości,a nie później :D
Ja jeszcze takiego luziku w szkole nie mam,ale to nic.
HEJA
Emily ♥
p.s dla fanów Pretty Little Liars:dzisiaj 1 odc.7 sezonu! 




poniedziałek, 20 czerwca 2016

Rozdział 1:Ta sama koszula

KILKA LAT PÓŹNIEJ:

-Ludmiła,to wcale nie było śmieszne.-mówię w stronę telefonu. Otrzymuję od blondynki tylko głośny śmiech.-Muszę kończyć.
Naciskam zieloną słuchawkę i odkładam telefon na blat. Podchodzę do szafki. Chwytam z niej zdjecie w pięknej,srebrnej ramce. Przejeżdżam czerwonym palcem po wierzchu. Jego uśmiech. Ten czarujący uśmiech.I ta rana na szyi.
-Violetta!-słyszę krzyk z ogromnego budynku. Zaczynam biec. Wchodzę i wyjmuję pistolet. Chowam sie za regałem i strzelam w nieznajomego. Podbiegam do Leona. Głaszczę go. Dopiero wtedy zauważam ogromne krwawienie z jego szyi.
-Spokojne,kochanie.-szepczę w jego stronę.
Uśmiecham się na samą myśl o tych wszystkich przygodach,które przeżyliśmy. Wykorzysztywałam życie w 100% dopóki nie podłożyli bomby do budynku,w którym się zatrzymaliśmy. To był jego koniec. Przez rok mówiłam do niego przez sen,robiłam specjalnie dla niego,jgo ulubione dania,ale poznałam Ludmiłę. Ona dała mi do zrozumienia,że nie ma co się zamrtwiać stratą męża. Że znajdę kogoś innego. Uwierzyłam jej i mam nadzieję,że nie popełniłam błędu.

-Hejka.-mówię w stronę uśmiechniętej,jak zwykle blondynki. Siadam obok niej na stoliku i stawiam na niego mojego ulubionego shake'a,którego popijam w ciągu dnia. Prowadzę tak jakby "zdrowe życie". Tylko w weekendy bardziej szaleję z jedzeniem. O,tak. Hamburgery,pizza,czekoladki i wiele innych słodyczy oraz fast foodów.
-Hej,kochana. Co tam u ciebie?-pyta,a ja wzdycham. Poprawiam swoją sukienkę i patrzę na nią smutnym wzrokiem.
-Dziś wspominałam.-zamiast ogromnego uścisku słyszę jęk.Co jest? Czyżby moja najlepsza przyjaciółka miała zły humor? A to ci dopiero.
-Ciągle Leon i Leon. Przestań. Powoli mnie to wkurza. Musisz przestać o nim myśleć-bierze moja dłoń do ręki i łagodzi nią. -Koniec. Koniec z Leonem. Leon to przeszłość. Co z tego,że to twój mąż. Co z tego,że zakochaliscie się w sobie. Ale on umarł i spotkasz go dopiero w niebie. Tam w górze.
Palec blondynki wystaje ze złożonej dłoni. Patrzę się na niego. Wskazuje niebo. Uśmiecham się blado. Trudno mi o nim zapomnieć,ale wykonałam już połowę roboty.

-To co? Gdzie chcesz iść? Znam w okolicy kilka miejscówek. Ballando,Highu,Feartu...
Słucham przyjaciółki patrząc się na innych przechodniów. Gdy raptem zauważam mężczyznę. Ta sama,kremowa koszula. Marszczę oczy i juz zupełnie nie słucham mówiącej nadal Ludmiły. Przyspieszam kroku. Nawet ta fryzura.
-Violetta! Gdzie idziesz?!-słyszę krzyk blondynki. Zaczynam biec za tą osobą. Gdy wreszcie gubię ją. Widziałam tylko jak skręcała. Przypominała mi Leona.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótki rozdział

Wiem,wiem
Przykkro mi
Niektórzy myśleli,ze Vl miała wypadek samochodowy :D
Ale nie
Ona jakby była w mieszkaniu i raptem kabuum! Wielkie coś uderzyło w nich i noo
Taka akcja te opwoaidanie
A i przez 2 te następne weekendy co bedą nie bedzie rozdziału
Wiec no
wyjaśnniam tylko
Dlatego tak szybko rozdział napisałam :D
Emily ♥

sobota, 18 czerwca 2016

Prolog

Mocniej ściskam dłoń Leona. Posyłam mu szeroki uśmiech. Leżę w tym momencie obok niego z lekko przymrużonymi oczami.
-Pora na wspomnienia.-szepczę wprost jego ucha,a on się śmieje. Parzy na mnie i przejeżdża zimną,drżącą dłonią po moim policzku.
-Wiesz,że to nie koniec.-mówi. W tym momencie czuję tylko malutkie kawałki szkłą otaczające moje ciało. Tak jakbym wirowała pomiędzy nimi. Opadam z hukiem na podłogę. Z mojego nosa cieknie krew,z rąk także.
-Leon!-krzyczę i wstaję. Z początku kręci mi się w głowie i o mało,ze nie padam. Zaczynam rozglądać się po wpół rozwalonym pomieszczeniu.-Leon!-Powtarzam. Nie słyszę nic. Przełykam głośno ślinę i podchodzę do miejsca,w którym się wyłamało. Ignoruję to,że mam lęk wysokości. Schylam się leciutko. Wtedy widzę z daleka mojego lezącego męża na ulicy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Hej,hej.
Mam nadzieję,że prolog jest zrozumiały
Bo ja go ledwo zrozumiałam
I że się nie wystraszyliście XDDD
Mam taki świetny pomysł na to opowiadanie
Co prawda tak nei do końca,końca,ale początek XDDD
Dobra mam nadzieję,że sie podoba
Jak i epilog :D
Emily ♥

piątek, 17 czerwca 2016

Epilog

To dziś. To dzisiaj mijają 3 lata odkąd dowiedziałam się,że Leon mnie zdradzał. Bolało? I to mocno. Codziennie pożerałam dwa pudełka lodów i trzy paczki moich ulubionych chips'ów. Moje serce cierpiało przez pół roku. Nacierpaiło się zbyt wiele. A on nadal z nią jest i nadal boli mnie to jak widzę ich razem.
 Czasami przechodząc do pobliskiego sklepu widzę ich razem. Trzymają się za ręce i szepczą słodkie słówka. Śmieją i co chwila całują. Kłucie w sercu. To tak bardzo boli. Nihdy czegoś takiego nie czułam.

I tak właśnie oto stoję ubrana w czarną sukienkę. Po moich policzkach spływają łzy. Nie umiem określić swojego nastroju dzisiaj. Kłamał. Mówił,że jest zdrowy,gdy miał raka mózgu. Ukrywał to przed wszystkimi.
-Pan Bóg daje i Pan Bóg zabiera...-słyszę dźwięk księdza. Spuszczam gowę w dół,zakrywając twarz włosami. Wrzucam jedną chusteczkę do torebki. Wtedy czuję czyjąś rękę na swoim ramieniu.
-Od zawsze mówił,że nasz wiązek jest na pokaz,a ciebie kochał.-szepcze,a ja się odwracam. Widzę odchodzącą Sophie.

~~~~~~~~~
Tylko 10 rozdziałów?! Tak :D 
Mam nadzieję,że wam się podoba.
Emily ♥

sobota, 11 czerwca 2016

10:Chce się pogodzić.


Budzę się z kropelkami potu na czole. Opieram ręce na puszystej kołdrze i głęboko dyszę. Patrzę na szatyna. Śpi w objęciach Morfeusza. Włosy naturalnie opadają mu na czoło. Przecieram twarz rękoma. Ten sen był dziwny. Kobieta na rurze? Jezu,Violetta. Co się z tobą ostatnio dzieje. Moje własne sny mnie przerażają. Zamykam oczy,mocno je ściskając i wtedy właśnie przypomina mi sie twarz kobiety. Była bardzo podobna do Sophie. Przestań o tym myśleć Violetta. Przestań,przestań. Mam naprawdę dziwne skojarzenia.
-Leon,obudź się.-szturcham mocno jego ramie. Po mojej minie można uznać,że jestem mocno przestraszona. Powiedzieć mu ten sen,a może raczej nie? -Leon.
-Co?-mówi zaspanym głosem.Odwraca się i jak tylko widzi mnie promiennie się uśmeicha.  Wstaje i narzuca na siebie granatowy szlafrok w kratkę. W tym momencie  wygląda jak stary dziadek.
-Może zaprosimy na dzisiaj Sophie?-pytam,a raczej narzucam propozycję. Szatyn jęczy. Nie zgadza się?
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
Marszczę brwi podejrzanie i podchodzę do niego,łapiąc go za ręce. Patrzę mu prsto w oczy. Zanurzam się w nich.
-Powiedz,proszę. Co się dzieje?-pyta,a on zdenerwowany puszcza moją rękę i drapie się po karku. Spuszcza głowę w dół.
-Nic.-odpowiada.Ja jednak nadal mam zmartwioną minę,a on to widzi.-Dobrze,zaprośmy ją.
-Nie,Leon. Jeżeli masz zamiar zapraszać ją na siłę,to jej nie zaprosimy. Co się pomiędzy wami stało? Chcę wiedzieć Leon. Przecież jesteśmy razem. Powiedz mi prawdę. Bo inaczej się zdenerwuję. Chcę wiedzieć całą prawdę. Teraz,tu i z twoich ust!-krzyczę i mocno ściskam jego rękę.
-Nic.-odpowiada i odchodzi. Nasze dłonie się rozłączają,a ja opadam na łożko. Z moich oczu płyną łzy. Ja to czuję,czuję,że on mnie okłamuje.  I coraz mniej mu ufam.

Stoję przed lustrem. Przypatrowuję się swojemu ciału. Ubrana jestem w czerwoną,wręcz bordową,krótką sukienkę. Na dole jak i pod piersiami ma przezroczyste paski. U dołu jest rozkloszowana. Włosy lekko pofalowane. Usta przejechane czerwoną szminką i mocno natuszowane rzęsy. To ja. Czuję się w tym zestawie sobą. Tylko szkoda,że jestem nadal pokłócona z Leonem. Obraził się,a ja na niego. Trzy godziny temu zadzwonił do Sophie,że zaprasza ją do nas. Chcę się zapewne pogodzić. I dobrze.

-Hej.-rzucam w stronę uśmiechniętej blondynki. Ubrana w długą,szarą sukienkę wchodzi do środka mieszkania. Rozgląda się i natrafia wzrokiem na Leona. Widzę w jej oczach iskierki. Podbiega do niego i przytula. Co dziwne w oczach Leona także widać iskierki. To jest dziwne. Oboje siadają do stołu i nakładają jedzenie na talerz. Nie poczekają na mnie? Ignoruję to i zasiadam obok nich. Oboje rozmawiają bez opanowania i się śmieją. Odchrząkuję. Oczy obojgu ich natrafiają na mnie.
-Jestem tutaj.-mówię,a oni się śmieją. Wstają i kierują się do kuchni. Idę za nimi. Wychylam głowę i rozszerzam oczy.
-Długo będziesz ją tak okłamywał?-pyta i ciągnie szatyna za krawat.
-Tylko kilka tygodni,wytrzymaj skarbie.-zakłada jej kosmyki włosów za ucho i lekko muska jej usta. Ona oddaje pocałunek. Do moich czu napływają łzy,a w gardle robi się sucho.
-Nienawidzę cię.-szepcze głośno i odbiegam.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jestem i ja.
krótki
Ale na temat
Nie chciało czekać mi się miesiąc na dodanie tego rozdziału,bo jak widać 1 kom wam zabrakło
Czy się zawiodłam?
No,jasne!
Będę nadal was torturować!
10 KOMENTARZY=NEXT
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Emily ♥

piątek, 20 maja 2016

9:Zamówienie Leona Verdasa

                                                               dla wszystkich ♥
Jak mógł coś takiego mi zrobić. Momentalnie wstaję i podchodzę do nich. Posyłają sobie wesołe spojrzenia. Patrzę surowo na Leona. On przytula mnie. O co tu chodzi?
-Coś się stało,kochanie?-pyta szatyn,a ja czuję jak moje ciało wręcz płonie. Robię się cała cała czerwona. Zaraz wybuchnę!
-Ty się jeszcze pytasz co się stało?! Pocałowałeś ją w policzek!-piszczę. Wszystkich ludzi wzrok utkwiony jest we mnie. Wzdycham. Jedno dziecko patrzy się na mnie wielkimi oczami i spada jemu lizak z rąk. Śmieje się cicho pod nosem.
-To moja kuzynka,Sophie. Przyjechała tutaj po czterech latatch. Dawno się nie widzieliśmy.-tłumaczy zawstydzony szatyn.
-Okropnie mi wstyd,przepraszam.-zaczynam i wystawiam rękę w stronę blondynki.-Violetta.
Uśmiecham się do niej promiennie,a ona odwzajemnia uśmiech.
-Sophie.

sobota, 14 maja 2016

8:Chcecie dziecko?

Z ust szatyna wydobywa się tylko cichy jęk. Wiedziałam,że tak będzie. Zrobiłam z siebie kompletną idiotkę. Oddech zielonookiego zamienia się w dyszenie. Marszczę dziwnie brwi.
-Może to tylko coś przelotnego?-pyta speszony. 
Zaciskam mocno wargi i oczy,aby nie wybuchnąć płaczem. Czuję jak ręka Lena wędruje na moje usta. Kciukiem pociera moją wargę.
-Przepraszam.-szepczę i wychodzę.  Opuszczam go,całego oszołomionego.

piątek, 13 maja 2016

Ważna informacja! Nie pomijaj!

Kochani,przełożyłam termin,ponieważ nikt mi jeszcze nie przysłał. A wiec pracę możecie wysyłać do 2 czerwca.

A i mam nowe opowiadanie na wattpadzie
Nie,nie jest to Jelena,ani Leonetta.
Jest to ktoś inny. Wymyślony przeze mnie.
Mam nadzieję,że ktoś to przeczyta.
Emily ♥

czwartek, 12 maja 2016

7:Jestem bezpieczna w jego objęciach.

 -Przepraszam.-szepczę i odbiegam od szatyna. Chowam twarz w dłoniach,gdy raptem telewizor się włącza. Słyszę szum. Z drżącymi rękoma podnoszę głowę i widzę matkę. Tym razem piękną i zadbaną. Podchodzi do mnie i z kolejnym krokiem zmienia się. Jej skóra wypada i cała czerwienieje. Zaczynam krzyczeć,piszczeć i wymachiwać rękoma. Moje ciało przeszedł ogromny paraliż.
-Dorwę cię.-syknęła,a ja zaczęłam spadać w dół.
  Dwie kropelki zaczęły spływać po moim czole. Westchnęłam cicho z ulgą i wstałam. Skierowałam się do salonu,gdzie spał Leon. Zaczęłam go budzić,szturchając za ramię. Jęknął cicho i otworzył swoje zaspane powieki.
-Śniła mi się moja matka. -zaczynam i przełykam głośno ślinę.-Przepraszam,że pytam,ale...czy mogę spać z tobą?
Widzę jak z sekundy na sekundę Leon powiela swój uśmiech. Rozkłada przytulny koc,a ja wskakuje pod niego. On obejmuje mnie swoim ramieniem,a moje oczy zamykają się ze świadomością,że jestem bezpieczna w jego objęciach.

piątek, 6 maja 2016

6:Masz zwidy,Violu


Za oknem stała sina,zakrwawiona,cała w ranach kobieta. Po jej twarzy skapywały kropelki krwi. Dwie soczyste upadły na jej bluzkę. Wyciągnęła rękę,z której wystawała kość. Przypominała mi moją matkę,tak jakby wyszła z grobu i nawiedzała mnie. Odwróciłam głowę za siebie,gdzie wskazywała kobieta,a po moim ciele przeszedł paraliż i myślałam,że zemndleje. Stał tam mój ojciec. Był cały we krwi,w siniakach i dziurę w koszuli,tak jakby ktoś go postrzelił. Zaczął się do mnie zbliżać,a na moim ciele z sekundy na sekundę pojawiały się coraz większe ciarki. Rozłożył ręce,tak jakby chciał się przytulić.
-Nie!-zaczęłam wiszczeć i już byłam kompletnie utopiona w lawinie łez.-Proszę! Nie rób tego!
Mój głos odbijał się po całym pomieszczeniu. Ratunku!

środa, 4 maja 2016

5:Dlatego to twój koniec


-Nigdy nie przestałam być obok ciebie.-słyszę ochrypły głos. Przełykam głośno ślinę. To nie jest w żadnym procencie możliwe. I to w żadnym. Założę się,ze to głupi sen i zaraz się obudzę z kroplami potu na czole. Szczypię się mocno w skórę,ale to nic nie daje. To nie jest sen.
  Siwe włosy kobiety otulają mnie. Ręka wędruje po moich plecach.
-Nie możesz tak dalej żyć.-oczy Leona zamykają się. Ciało jest w kompletnym bezruchu. Co ona mu zrobiła?! Odwracam się. Zamieram. Czyli to ona. We własnej osobie. Nie mogę w to uwierzyć. Po moim policzku spływają łzy. Muszę być silna.
  Kobieta bierze kciuka i przejeżdża nim po mojej twarzy. Dociera do łez. Jęczy i obraca głową w tył. Czarne pasemka. Nigdy ich nie zapomnę.
-Ale masz fajne włoski! Gdzie je kupiłaś?!-pisnęłam.
-Przefarbowałam. Dodają uroku.-jej uśmiech jest zniewalający. Nie dziwie się dziadkowi.
Od kilku lat żal mi dziadka. Teraz pewnie jest szczęśliwy i błądzi gdzieś. Zabiła go dwa lata temu nożem. Nigdy jej tego nie wybaczę. Moich rodziców także. Najważniejsze osoby w moim życiu. To dziadek nauczył mnie wszystkiego. To rodzice nauczyli mnie,jak żyć.
-Dlatego to twój koniec.-szepcze i zaostrzony nóż wbija w mój brzuch,

Budzę się z kroplami potu na czole. Głeboko dyszę. Jest ciemno.  Obracam się. To tylko zły sen. Śniła mi się tylko moja babcia,przepraszam śniła mi się zła  kobieta,która zabiła ludzi,których kochałam ponad wszystko. Biorę  telefon,który leży na szafce nocnej i patrzę na wyświetlacz. 2:32
Wzdcyham i szukam w kontaktach numeru do Ludmiły. Blondynka szybko odbiera.
-Coś sie stało,Violu?-pyta szaspanym głosem i słyszę ja ziewa.
-Przyjedź. Proszę cię. I to szybko.

Tulę się mocno do ciała blondynki. Obie siedzimy na kanapie.
-Czyli,że śniła ci się....-zaczyna blondynka,a ja tylko potakuję głową. Przykładam głowę do jej klatki piersiowej. Tak bardzo się cieszę,że mam ją przy sobie. Zawsze stanie po mojej stronie,a ona po mojej. Jest dla mnie okropnie ważna,w całym moim życi zanczy wiele. Przeżyła to samo co ja. Jest moją siostrą. Nie mamy rodziców i jestesmy zupełnie same.
-Muszę ci coś powiedzieć.-kieruje się w moją stronę. Otulam sie bardziej puszystym,różowym kocykiem i ziewam. -Chyba się zakochałam.
Mimowolnie siedzę prosto na kanapie i nie leżę już na Ludmile. Okropnie się cieszę,że tak szybko pozbierała się po śmierci Jamie'go.Mocno ją przytulam do siebie.
-Gratulację!-piszczę.-A kto jest tym szczęściarzem?
-Federico Cauviglia. Jest okropnie przystojny i jakiś czas temu przeprowadził się tutaj z Włoch. Poznałam go w parku. Wywaliłam się i pomógł mi wstać.
-A on wie?-pytam,a blondynka wzdycha.
-Nie rozmawialiśmy od tygodnia i boję się,ze kontakt się urwie. -patrzy na mnie smutna. Podaję jej telefon.
-To dzwoń.-podrzucam swoim telefonem,a po chwili on ląduje w rękach blondynki. Śmieje się pod nosem.
-Jest 3 rano.  Ty chyba oszalałaś. Nie będę robić z siebie jakiejś idiotki przy takim facecie. Castillo,ty zupełnie oszalałaś.-Drwi i odrzuca telefon. Ja tylko wzdycham.
-Zaryzykuj.

Ludmiła wchodzi podekscytowana do mojego pokoju i zamyka drzwi. Śmieję sie cicho pod nosem i włączam telewizor. na ekranie pojawia się jako pierwszy horror. No,tak. O tych godzinach lecą same straszne rzeczy. Na ekranie widnieje zakrwawiona,mała dziewczynka z roziętymi rękoma. Przechodzą mnie dreszcze i przełączam. Moim oczom widnieje zwykły film-romans. Uśmiecham się i spoglądam w okno. Moje ciało dostaje paraliżu i zaczynam krzyczeć jak oszalała,wrzeszczeć i piszczeć. Ratunku!

poniedziałek, 2 maja 2016

4:Czekaj na więcej

                                                      SEE YOU AGAIN(klik)
Dwa tygodnie później:

Siedzę spokojnie na kanapie i co chwila do mocih ust wrzucam popcorn.Śmieję się z mężczyzny,który jest w ekranie na moim telewziorze. To właśnie robi samotny człowiek-ogląda kabarety. Poprawiam swoje spodnie dresowe,gdy raptem ktoś do mnie puka. Ściszam telewizor i podchodzę do drzwi. Za nimi stoją policjanci,a tak dokładniej to dwójka. Marszczę przerażona brwi.
-Pan Jamie wczoraj wieczorem popełnił samobójstwo.

Ubrana w czarną,rozkloszowaną na dole sukienkę i w tym samym kolorze ramoneskę stoję u boku mojej przyjaciółki. Po jej policzkach spływają łzy. Ja tylko marszczę palcami materiał swojeg ubioru. Zaraz nie wytrzymam jej głośnego szlochu.
-Ludmiła,opanuj się.-szepczę do jej ucha. Ściera już mokrą chusteczką łzy i patrzy na księdza. Rozgląda się dookoła i przełyka głośno ślinę.
-Zebraliśmy się tutaj,aby....-głos mężczyzny roznosi się po całym kościele,gdy raptem słyszę jak mój telefon wibruje. Potajemnie zerkam w torebce kto mi przysłał sms-a.

Od:Nieznany

To nie pierwsza ofiara. Czekaj na więcej.
                                                                X

Od razu do mojej głowy przychodzi myśl o Leonie. Z głośnym hukiem moich szpilek wybiegam z kościoła i kieruję się w stronę szpitala. Jeżeli ten żartowniś zrobi coś Leon'owi nie daruję sobie tego,ani mu.

Wiatr rozwiewa moje włosy na wszystkie strony,a ja czuję jak serce przyspiesza biciu i,że to może być koniec życia przystojnego szatyna. Otwieram ogromne drzwi i widzę jak osoba w czarnym kapturze odłącza go od kroplówki. Szybko podbiegam i odkrywam kaptur. Tajemniczy osobnik odwraca się. Zamieram. Ma maskę mojej twarzy. Oddychaj głęboko. Myśl Violetta. Widzę,że to brunetka. Wyjmuje scyzoryk. Też mam scyzoryk. Potajenie go wyjmuję. Podchodzę do niej i znienacka scyzorykiem ataukję jej nadgarstek. Upada z hukiem na podłogę. Już mam zdejmować maskę,ale uniemożliwia mi to brunetka,która wstaje i wbija scyzoryk prosto w moje plecy. Czuję jak  cały świat się zatrzymuje,a przed oczami widzę tylko biel.

-Szybko! -wrzeszczy ktoś. Czuję jakby ktoś podnosił mnie,jakbym latała,ale nic nie widziała. Otwieram lekko oczy,przy okazji mrużąc je od wbijającego się w nie światła,które przechodzi przez ogromne okna w pokoju. Do moich uszu dochodzą tylko radosne krzyki lekarzy. Kładą mnie na łóżku i przykrywają kołdrą. Patrzę na bok i widzę Leona. Widzę jak jego palce lekko drgają. Momentalnie zrywam się z łóżka szpitalnego. Podchodzę i łapię jego dłoń. Patrzę zmartwiona na wyraz jego twarzy. Jego  dolna warga lekko drga. Zbliżam się do niego i swój wzrok kieruję na oczy szatyna,które się otwierają.
-Ona.-zaczyna roztrzęsiony.-Ona mnie zabiła.
Głos Leona jest rozstrzęsiony. Co ta kobieta mu zrobiła? Boję się. Przytulam go mocno. Po moim policzku spływają łzy. Już nic nie będzie takie same jak było.

Podchodzę wesoła do blondynki i podaję  dokumenty. Wreszcie po tych dwóch tygodniach mogę się wypisać. Leon z dnia na dzień czuje się coraz lepiej,ale boję się,że tajemnicza kobieta przyjdzie,pozbawi go życia,gdy mnie nie będzie w pobliżu. Dlatego będę przy nim,a jak wyjdzie to będzie mieszkał u mnie i zgłoszę tę sprawę na policję. Tak nie może być. Przez ten czas staliśmy się z Leonem bardzo dobrymi przyjaciółmi i może początek naszego zapoznania był skomplikowany to teraz wszystko wyrównaliśmy.

-Leon,wszystko okej?-pytam,gdy widzę jak po jego czole spływa kilka kropelek potu. Jakby bał się czegoś. Czuję czyiś oddech,jakby ktoś był za mną. Leon przełyka głośno ślinę. Odwracam się napięcie i...



~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Tak szczerze to miałam wrzucić go w weekend,ale było 6 komentarzy i wreszcie wrzuciłam :)

Dobra,piszcie czy chcecie dalej trochę takiej akcji.
Wiem,zwaliłam rozdział.
Emily ♥